poniedziałek, 23 lutego 2009

FC Barcelona - Espanyol - 1 - 2

Za nami czwarte już w tym sezonie derby Barcelony. W odróżnieniu od meczu ligowego z rundy jesiennej tym razem skończyło się fatalnie. Na pierwszą od dłuższego czasu porażkę złożyła się fatalna postawa naszych piłkarzy oraz podobna dyspozycja pana w żółtej bluzie, który dla ułatwienia w dalszej części tekstu będzie nazywany sędzią. Swoją cegiełkę dołożyli też piłkarze Espanyolu, którzy oprócz tego, że znakomicie wykorzystali stworzone nie tylko przez siebie sytuacje, potrafili również wykorzystać fakt, że sędzia był w dzisiejszym meczu oględnie mówiąc zagubiony. Ale po kolei…

Rozpoczęło się zgodnie z planem od przewagi gospodarzy, którzy bez większych problemów zepchnęli gości do głębokiej defensywy. Z tej przewagi niewiele wynikało, gdyż Espanyol bronił się praktycznie całą jedenastką i ciężko było znaleźć chociaż odrobinę wolnej przestrzeni. Pierwsza groźna akcja Barcelony miała miejsce w 14 minucie. Messi wymienił piłkę z Danim Alvesem i wrzucił piłkę wprost na głowę Henry’ego. Niestety Francuz z najbliższej odległości nie potrafił trafić do bramki. Pięć minut później dobrą okazję miał Xavi, który dostał podanie 20 metrów od bramki i miał sporo czasu, żeby dokładnie przymierzyć. Ostatecznie jednak nasz rozgrywający posłał piłkę obok słupka bramki strzeżonej przez Kameniego. Kilka minut później rozpoczęła się seria nieszczęść gospodarzy. Najpierw w 23. minucie kontuzji doznał Eric Abidal i musiał zostać zmieniony przez Puyola. Powoli atmosfera stawała się coraz bardziej nerwowa. Na boisku co chwila dochodziło do przepychanek, których kulminacją było wyrzucenie z boiska Keity w 37 minucie. Była to ciekawa sytuacja, gdyż faul nie zasługiwał na czerwoną kartkę. Do tego sędzia był gotów puścić grę, natomiast postanowili posędziować piłkarze Espanyolu, którzy ruszyli w stronę sędziego i chyba nastraszyli go wystarczająco mocno. Na tym się oczywiście nie skończyło i rozpoczeły się małe zamieszki na murawie, które zakończyły się dwoma kolejnymi kartonikami tym razem koloru żółtego. Otrzymali je Luis Garcia oraz Eto’o. Na tym w zasadzie emocje się zakończyły, nie licząc niecelnego strzału Leo Messiego z rzutu wolnego.

Po przerwie atmosfera na murawie nie uległa poprawie. Nie brakowało fauli, złośliwości, przepychanek i innych tego typu zachowań, które mają niewiele wspólnego z piłką nożną. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że dotyczyło to obu drużyn. Druga połowa rozpoczęła się fatalnie. Ledwie cztery minuty upłynęły po wznowieniu gry i do siatki gospodarzy trafił de la Pena. Asystę przy tej bramce zaliczył Nene, który zabawił się z Gerardem Pique przy lini końcowej boiska, po czym wrzucił piłkę idealnie na głowę kompletnie niekrytego kolegi. Chwilę później de la Pena zadał drugi cios. Tym razem wykorzystał podanie …Valdesa, który mógł w zasadzie zrobić z piłką wszystko, a zrobił najgorzej jak tylko się dało. Myślę, że David Villa oglądając skrót z tego meczu na pewno uśmiechnie się pod nosem i wspomni stare dobre czasy.

Po drugiej bramce praktycznie oczywiste stało się, że Barcelona wyjdzie z tego spotkania bez zdobyczy punktowej. Mały promyk nadziei dal kibicom Blaugrany Yaya Toure, który zdobył gola kontaktowego ładnym strzałem z woleja. Niestety na niewiele się to zdało. Osłabieni gospodarze nie mieli pomysłu jak sforsować defensywę grającego w przewadze Espanyolu. Sytuacji praktycznie nie udało się stworzyć nie licząc dwóch zablokowanych uderzeń Gudjohnsena, który pojawił się w miejsce Eto’o. Cała druga połowa upłynęła pod znakiem kolejnych zółtych kartek, które ochoczo wręczał sędzia celem ukrycia faktu, że kompletnie nie radzi sobie z rangą spotkania i wydarzeniami boiskowymi.

piątek, 30 stycznia 2009

FC Barcelona - Espanyol Barcelona

To będzie ekscytujący wieczór na Camp Nou. Derby miasta Gaudiego zawsze wywołują dodatkowe emocje wśród sympatyków Dumy Katalonii, a dzisiejszy mecz ma w dodatku niebagatelną stawkę, jaką jest awans do półfinału Pucharu Króla. Początek rewanżowego spotkania o (nietypowej) godzinie 21.30.

Blaugrana przed tygodniem przyjechała na Stadion Olimpijski by nie przegrać i dokonała tego bez większych problemów. Guardiola nie zrezygnował ze swojej rotacji i wystawił skład zupełnie różny od tego, który zagrał w dwóch ostatnich meczach ligowych. Bezbramkowy remis w rozgrywkach pucharowych zawsze będzie rezultatem nieco niebezpiecznym, lecz taka jest filozofia wielkich klubów w rozgrywkach krajowego pucharu – ryzykować w początkowych rundach grając dublerami i jak najmniejszym nakładem sił przebić się do decydujących spotkań. Trener Barçy znakomicie wykorzystuje fakt posiadania szerokiej kadry, którą omijają w tym sezonie seryjne kontuzje i każdy z jego podopiecznych odpłaca się świetną grą powodującą progres we wszystkich rozgrywkach. Nie można jednak zapominać o tym, że derby tworzą dodatkową presję na drużynie Barcelony i dzisiejszego wieczora należy znaleźć odpowiedni punkt pomiędzy szeroko zakrojoną rotacją i składem gwarantującym zdominowanie Papużek.

Wydaje się, że droga do zwycięstwa rozpoczyna się od wystawienia trzech zawodników – Alvesa, Xaviego oraz Messiego. Awizuje ich w komplecie w wyjściowej jedenastce hiszpańska prasa i nie można się dziwić – to wspaniałe trio przyczyniło się do zdobycia większości z niemal stu bramek strzelonych w tym sezonie przez Barcelonę we wszystkich rozgrywkach! Każdy z nich jest niekwestionowaną gwiazdą swojej formacji i niezależnie od partnerów stanowił do tej pory podstawę dotychczasowych zwycięstw. Nie można jednak zapominać o tym, że ci partnerzy – nawet grając stosunkowo mało – wydatnie pomagają. Pinto zanotował do tej pory wiele udanych i pewnych interwencji, Sylvinho do solidnej gry w obronie dokłada kąśliwe dośrodkowania, a Hleb zawsze stanowi zagrożenie dla defensywy przeciwnika. W przypadku linii pomocy ciężko w praktyce mówić o dublerach, gdyż jedynie Gudjohnsen odbiega od partnerów ilością minut spędzonych na boisku.

Możemy być pewni, że Barcelona dzisiejszego wieczora nie zlekceważy rywali zza miedzy i postara się o pewne zwycięstwo. Pierwszy mecz półfinałowy Copa Del Rey zaplanowano już w przyszłym tygodniu, lecz później Barcelona otrzyma śródtygodniową przerwę na krótko przed powrotem Ligi Mistrzów, nie powinniśmy się zatem martwić o nadmierną eksploatację naszych ulubieńców. Od ich ostatniego występu minęło już pięć dni i jeżeli Blaugrana rozpocznie to spotkanie w swoim typowym stylu, przypominającym tropikalny tajfun, walczący w lidze o utrzymanie Espanyol nie nadrobi braku umiejętności samą ambicją. Liczmy zatem na pewne zwycięstwo i kolejny niezapomniany wieczór na Camp Nou.

FC Barcelona – Espanyol Barcelona, Camp Nou, 29.01.2009 godz.21.30

Sędziuje: Megía Dávila

Przypuszczalne składy:
Barcelona: Pinto; Alves, Puyol, Cáceres, Sylvinho, Busquets, Xavi, Iniesta, Hleb, Henry, Messi;

Espanyol: Kameni; Sergio Sánchez, Jarque, Torrejón, David García; Ángel, Lola; Callejón, Luis García, Coro, Jonathan;

niedziela, 23 listopada 2008

FC Barcelona - Getafe CF

Po kapitalnej serii jedenastu kolejnych zwycięstw piłkarzom Barcelony przytrafił się niespodziewany remis z Bazyleą. Jak pokazały jednak następne spotkania, był to jedynie wypadek przy pracy, a Blaugrana wciąż zachwyca skutecznością, efektowną grą i znakomitym zorganizowaniem w defensywie. W niedzielny wieczór podopieczni Pepa Guardioli będą się starać o czwarte kolejne zwycięstwo i kolejny w tym sezonie obiad na koszt trenera. Na Camp Nou przyjeżdża będące w słabej formie Getafe i dziesiąte ligowe zwycięstwo z rzędu jest bardzo prawdopodobne. Początek meczu o godzinie 19.

Drużyna z przedmieść Madrytu po kilku sezonach spędzonych w najwyższej klasie rozgrywkowej ugruntowała sobie pozycję w wyższych strefach stanu średniego. W tegorocznych rozgrywkach podopiecznym Víctora Muñoza daleko do miana rewelacji rozgrywek (na takową wyrasta Sporting Gijon – przyp.red.). Zaledwie trzy ligowe zwycięstwa (odpowiednio z Gijon, Bilbao i Valladolid) nie rokują najlepiej przed meczami z potentatami (z Sevillą już Getafe przegrało). Na pięć ostatnich spotkań bez zwycięstwa złożył się także przegrany dwumecz z Osasuną w Copa Del Rey, zatem nie dojdzie w najbliższym czasie do powtórki sprzed dwóch sezonów, gdy pojedynek Getafe w półfinale tych rozgrywek stał się jednym z najważniejszych wydarzeń najnowszej historii Barcelony. Ostatnie wyniki z pewnością nie napawają optymizmem piłkarzy z Madrytu, tym bardziej, że na Camp Nou tylko w zeszłym sezonie potrafili wywalczyć remis – ich cztery wcześniejsze wizyty skończyły się porażkami. Getafe, które przyzwyczaiło sympatyków ligi hiszpańskiej do niezwykle niskiego bilansu bramkowego, również w tym sezonie kontynuuje niezbyt lubianą tradycję. W 11 meczach tej drużyny padły zaledwie dwadzieścia cztery bramki, o dwadzieścia (!) mniej niż w spotkaniach Barcelony.

Pewnym jest, iż w jutrzejszym meczu nie ujrzymy na boisku niemiło wspomnianego w drużynie gości Leo Messiego. Choć uraz, którego doznał na piątkowym treningu, nie okazał się poważny, sztab szkoleniowy z pewnością nie będzie ryzykował zdrowia Argentyńczyka w kontekście arcyważnych spotkań, jakie czekają Barcelonę do końca grudnia. Na szczęście pomimo problemów Messiego i urazu Iniesty, Guardiola ma wciąż spore pole manewru w linii ataku, a do gry obok Henrego i Eto’o palą się Hleb oraz Bojan. Analizując możliwe opcje w linii pomocy, warto zwrócić uwagę na fakt, iż zeszłotygodniowy gol Keity w meczu z Recreativo Huelva może się przyczynić do jego występu od pierwszej minuty, a poza Xavim partnerować mu będzie zapewne Sergio Busquets, gdyż wariant z Keitą i Toure zdaje się nie spełniać oczekiwań kibiców oraz samego Guardioli. Ponieważ wciąż nie w pełni sił jest Abidal, niemal stuprocentowo pewne jest pojawienie się na lewej stronie obrony Carlesa Puyol, który wespół z Pique, Marquezem i Alvesem strzeże w ostatnich spotkaniach dostępu do pola karnego Barcelony nad wyraz skutecznie. Dla portero Blaugrany będzie to już 202 mecz ligowy w barwach Dumy Katalonii.

Nie ma żadnych wątpliwości, że wygranie meczu z Getafe postawi Barçę w niezwykle korzystnej sytuacji przed zbliżającymi się szlagierami i uczyni z niej głównego faworyta do zakończenia tego roku na pozycji lidera Primera Division. Kolejny festiwal strzelecki może też podziałać bardzo budująco przed zbliżającym się arcyważnym spotkaniem Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona – wygrana w Portugalii zapewni pierwsze miejsce w grupie i pozwoli najlepszym piłkarzom odpocząć w pojedynku z Szachtarem Donieck, który odbędzie się kilka dni przed Gran Derby. W ubiegłych latach piłkarze Blaugrany wielokrotnie pokazali, iż potrafią być skuteczni gdy na boisku nie ma Ronaldinho. Teraz także, chyba w najlepszym możliwym momencie, przychodzi sprawdzian umiejętności pod nieobecność kolejnej dziesiątki. Wydaje się jednak, że Pep Guardiola ma do dyspozycji tak wielu piłkarzy będących w wielkiej formie, iż absencja Messiego będzie całkowicie niezauważalna i będzie się on mógł w spokoju przygotowywać do spotkań, w których jego gra może odegrać absolutnie kluczową rolę.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Lider jest tylko jeden: Recreativo - FC Barcelona 0:2

Jedenasta kolejka La Liga była pełna niespodzianek. W swoich meczach punkty potracili główni pretendenci do zdobycia tytułu. Jedynie Sevilla i Barcelona zakończyły swoje mecze z kompletem punktów. Dzięki takiemu rozwojowi wydarzeń możemy się teraz cieszyć z trzypunktowej przewagi nad resztą stawki. Warto zaznaczyć, że znajdujący się ostatnio w dołku Real Madryt przegrał 0:1 z Valladolidem, czyli drużyną, którą Blaugrana ograła przed tygodniem aż 6:0. Dzisiejszy mecz na stadionie w Huelvie przebiegał zgodnie z oczekiwaniami, ale bez większych emocji. Pierwsza połowa nie należała do zbyt ciekawych, szczególnie jeśli uwzględnimy do czego przyzwyczaili nas nasi piłkarze w poprzednich spotkaniach. Swoje zadanie Barça wykonała jednak jak należy, nie pozostawiając w drugiej odsłonie złudzeń rywalom, która z ekip jest dziś drużyną lepszą.

Spokojna pierwsza połowa, 0:0 do przerwy.

Nasza drużyna wyszła w najsilniejszym chyba zestawieniu, jakie jest aktualnie możliwe. W ataku zagrał tercet Messi-Eto’o-Henry, środek pola zdominowali Xavi wraz z Busquetsem i Toure, zaś w obronie większość spotkania rozegrała czwórka Alves-Marquez-Pique-Puyol. Był to kolejny udany mecz naszego kapitana na pozycji lewego obrońcy, na której zastępuje kontuzjowanego Abidala.
W pierwszej połowie dogodnych okazji do strzelenia bramki było jak na lekarstwo. Najpierw próbowali gospodarze, jednak piłka po strzale jednego z piłkarzy Recre nie znalazła drogi do bramki strzeżonej przez niestrudzonego Valdesa. W odpowiedzi swoich szans nie wykorzystali Messi, Busquets i ponownie młody gwiazdor reprezentacji Albicelestes. Kolejną okazję po stałym fragmencie gry mieli gospodarze, jednak po rzucie rożnym portero Barçy świetnie wybronił piłkę zagrywaną głową przez jednego z przeciwników. Niespełna kilka minut później gola powinien zdobyć Henry, jednak Francuz, sobie tylko znanym sposobem, kompletnie nieatakowany niemalże podał piłkę do bramkarza gospodarzy. Warto dodać, że w tej sytuacji popularny Titi miał mnóstwo czasu i miejsca, a wszystko dzięki fantastycznemu rajdowi Messiego, który w dziecinny sposób oszukał pięciu bądź sześciu rywali, a następnie świetnie odegrał piłkę do niepilnowanego kolegi. Henry, który całkiem nieźle rozpoczął to spotkanie zepsuł w tej sytuacji cały obraz gry, na jaki sobie pracował dotychczas. Piłkarze obu zespołów nie grzeszyli w pierwszej połowie skutecznością, tak więc po gwizdku kończącym połowę spotkania na tablicy wyników w Huelvie widniał wynik bezbramkowy.

Skuteczna gra w drugiej połowie, dobre zmiany Guardioli, pierwszy gol Keity.


Druga odsłona spotkania to pokaz rozsądku i dojrzałości drużyny stworzonej przez Pepa Guardiolę. Nasi piłkarze okazali duży spokój, nie spieszyli się, grali mając pewność swoich umiejętności, tak jakby wiedzieli, że bramka jest tylko kwestią czasu. I tak się właśnie stało. W 52 minucie spotkania do wykonania rzutu wolnego przymierzali się Dani Alves oraz Xavi. I gdy większość spodziewała się strzału Brazyliczyka, piłkę do Messiego odegrał w niesygnalizowany sposób wychowanek Barçy. Genialny Leo w cudowny, bardzo pewny sposób wykończył tą akcję, nie dając szans bramkarzowi Recre strzałem w okolicę okienka bramki. Po tej bramce Blaugrana wyraźnie podkręciła tempo rozgrywania akcji. Swojej akcji nie wykorzystał najpierw nieskuteczny (ale jak zwykle bardzo waleczny i bardzo pożyteczny) dzisiejszego wieczoru Eto’o, a później Henry trafił w poprzeczkę. Po tym strzale do piłki złapanej przez Riesgo dopadł Kameruńczyk, jednak za to zagranie został ukarany żółtą kartką. Na 20 minut przed końcem regulaminowego czasu gry na murawie zameldował się Sylvinho, który zmienił rozgrywającego dobre zawody Puyola. Niecałe 10 minut później boisko opuścił Toure, którego zmienił Keita. Powodem zejścia Yayi był głównie rozcięty łuk brwiowy. Do urazu tego doszło chwilę przed zmianą. W Międzyczasie wszystkie trzy zmiany przeprowadzili gospodarze, jednak nie przyniosły one żadnych wymiernych efektów.

Kolejny raz w tym sezonie okazało się, że Pep ma przysłowiowego nosa do zmian. W 85 minucie gola strzelił bowiem Keita, który parę minut wcześniej pojawił się na placu gry. Malijczyk bramkę zawdzięczać może jednak parze Henry-Eto’o. Francuz zagrał świetną piłkę do Kameruńczyka, który próbował pokonac bezpośrednio bramkarza, jednak piłka po jego strzale nie leciała w światło bramki. Na nasze szczęście w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie znalazł się Keita, który bez problemów skierował futbolówkę do bramki przeciwnika. Warto dodać, że w tej sytuacji Eto’o kompletnie nie przejął się tym, że ponownie nie udało mu się pokonać bramkarza gospodarzy, cieszył się za to bramką zdobytą przez Blaugranę, dzięki której mecz był już właściwie rozstrzygnięty. Nie dziwił więc nikogo fakt, że Kameruńczyk z uśmiechem na twarzy schodził z murawy, zmieniony przez inny wielki talent Barçy – Bojana Krkicia. Wyraźnie w tej sytuacji mogliśmy zaobserwować, że Samu przedkłada dobro drużyny nad swoje własne. Brawa dla naszej Czarnej Perły! Piłkarze obu ekip przed końcowym gwizdkiem zafundowali kibicom jeszcze dwie ciekawe okazje bramkowe. Najpierw Recreativo, bezskutecznie próbowało pokonać czujnego Valdesa, a następnie jeden z piłkarzy Blaugrany trafił ponownie w poprzeczkę. Chwilę później ostatni raz rozbrzmiał gwizdek pana Péreza Lasy, głównego arbitra tego pojedynku.
Cały zespół zasłużył na swoja uznania swoją dzisiejszą postawą. Nasi piłkarze zagrali dojrzale, z dużym spokojem, pewni swoich możliwości. I kolejny raz nie zawiedli. Indywidualnie chyba najlepiej zaprezentował się Leo Messi, który chwilami w bezlitosny sposób ogrywał swoich przeciwników. Jak zwykle na poziomie zagrał także świetnie dysponowany Xavi, większych błędów nie popełniła pewna jak dotąd obrona Blaugrany. A w razie potrzeby na bramce znajdował się zawsze czujny Valdes.
W następnej kolejce Barcelona zagra z Getafe, które doznało w tej rundzie porażki z Sevillą. Zapowiada się więc kolejny ciekawy pojedynek. Miejmy nadzieję, że nasi ulubieńcy utrzymają tak świetną formę jak najdłużej, i wciąż będą nas cieszyć swoją piękną, dojrzałą grą, a co najważniejsze – skuteczną.

piątek, 14 listopada 2008

Eto'o: Najlepszy moment zawsze jest przede mną

Samuel Eto'o stwierdził dzisiaj, że to co najlepsze "jeszcze przed nim", gdyż nigdy nie wyznacza sobie limitów. Celem Kameruńczyka jest to, by "Barça triumfowała na wszystkich frontach".

'Samu' nie uważa się za lidera drużyny Pepa Guardioli: "W futbolu wszyscy piłkarze są za coś odpowiedzialni, dlatego wszyscy w zespole jesteśmy liderami" - powiedział. Eto'o dodał, że liczne pochwały sprawiają tylko, że jego koncentracja jeszcze bardziej rośnie: "Liczne pochwały to dla mnie sygnał, że jeszcze bardziej muszę się koncentrować, bo w przeciwnym razie łatwo spocząć na laurach. Kiedy wszystko idzie dobrze należy zachować zdrowy rozsądek" - zauważył.

Eto'o nie uważa, że musi komuś cokolwiek udowadniać, ponieważ zawsze stara się stawać lepszym z dnia na dzień. Celem Kameruńczyka jest to, by "Barcelona kontynuowała obecną linię gry".

Bez porównań

Zapytany o sytuację Realu Madryt, Eto'o powiedział, że "nie należy porównywać obu zespołów, a skupić się tylko i wyłącznie na sobie". "Niedzielny mecz w Huelvie z Recreativo to dla nas kolejny finał" - dodał. Zdaniem Kameruńczyka wszyscy rywale są "do pokonania", nie tylko Real Madryt.

Szacunek dla Recre

FC Barcelona zagra w najbliższą niedzielę na Nuevo Colombino, stadionie, na którym Duma Katalonii nigdy nie przegrała. Mimo pozycji lidera Eto'o uważa, że do tego meczu należy podejść "ze spokojem, szacunkiem dla rywala oraz chęcią dobrego wykonania zadania".

La Masia

Na koniec Kameruńczyk odniósł się do słów Joana Laporty, który stwierdził, że system szkolenia młodzieży w Barcelonie funkcjonuje najlepiej na świecie: "W najlepszych klubach świata nie znajdziesz tak wspaniałych wychowanków, jakich ma Barça" - powiedział Eto'o.